Po co sięgnąć po Medytacje w Czasach Zmiany?

Pamiętam dobrze mój pierwszy kurs medytacji, na który poszłam mając 16 lat. Naczytałam się wiele książek na ten temat i jak większość nastolatków, byłam przekonana, że jestem ekspertem…Po pierwszej godzinie chciałam uciekać. Wdech wydech. Napisałam 10 list ‘do zrobienia’ i dużo więcej list zakupów. Wdech wydech. Odbyłam conajmniej 5 dramatycznych rozmów z nieobecnymi przy mnie osobami. Wdech wydech. Poznałam 3 wymarzonych partnerów na życie, oczywiście w mojej głowie. Coż to były za scenariusze! Wdech wydech. Kłębowisko myśli. I tak dwa dni. Zrozumiałam wtedy jedno: mój umysł jest rozpaplaną małpą, która nieustannie goni za ‘bananem’ w swojej nieistniejącej rzeczywistości. Ponieważ byłam uparta i zdeterminowana, postanowiłam medytować każdego dnia i dwie dekady póżniej oto jestem ucząc tego innych.

Co mi dała medytacja? Przede wszystkim spokój, którego bardzo mi brakowało. Przywróciła mi wiarę i zaufanie w życie i w siebie, które zakotwiczyłam tak głęboko, że nawet pośród życiowych burz, a trochę ich przeszłam, trzymała mnie niczym tratwa na niespokojnym morzu. Nie musząc walczyć z demonami wewnątrz mnie, zaczęłam wreszcie kierować moją energię na tworzenie życia jakiego pragnę w głębi mego serca. Zwolniłam i odpuściłam. Nie pędzę już jak nakręcona przez życie, nie mówię jak karabin maszynowy i nie pcham się w miejsca, w których jest mi źle i do osób, które mnie nie szanują, co było moim punktem startowym. Na poziomie fizycznym odeszły moje dolegliwości zdrowotne i od 20 lat praktycznie nie choruję. Ludzie mówią, że młodo wyglądam:-) A ja po prostu dobrze się czuję w swojej skórze.

Dzięki latom praktyki zrozumiałam również jaka medytacja działa dla mnie najlepiej. Jeśli podejdziemy życzliwie do naszego umysłu, to za pomocą swej paplaniny pokaże nam nasze blokady energetyczne. Nasze niekończące się listy ‘do zrobienia’ to dla naszej jaźni wielki ciężar obowiązku. Być może wymagano od nas takiej odpowiedzialności w dzieciństwie i to stało się naszą drugą naturą? Aby się z niego zwolnić, potrzebujemy odnaleźć zamrożone dziecko w nas i ponownie nauczyć je bawić się. Pod scenariuszami wymarzonych partnerów kryje się zapewne głęboka tęsknota za bliskością i dotkliwa samotność, którą trzeba otulić. Dziś wiedziałabym już jak poprowadzić” młodą ‘mnie do wyciszenia umysłu i otwarcia serca, bez pchania i sztywności siedzenia godzinami w kwiecie lotosu.

Medytacja to po prostu uważność na siebie, a więc na wszystkie aspekty nas. Na ciało (Czy chce mi się pić? Czy jest mi wygodnie? A może potrzebuję otworzyć okno i pooddychać?), na umysł (co myślę? Czemu tak myślę? Czy chcę tak myśleć? Czy to na pewno prawda?) na emocje (co ja czuję? która część mnie się tak czuje? co w związku z tym potrzebuję?) oraz na te subtelne, acz potężne sygnały naszego pierwiastka nie-świadomego, boskiego zwanego intuicją. Nie trzeba siadać w siadzie skrzyżnym, aby się tego nauczyć, choć na początku ograniczenie impulsów z zewnątrz po prostu pomaga. Prawdziwa sztuka i najlepsza zabawa zaczyna się wówczas gdy nasze życie staje się medytacją. Aby nasza świadomość chciała nam ukazać wszystkie aspekty siebie potrzebujemy na nią spojrzeć z łagodnością, bez oceny, za to z dziecięcą ciekawością. Czemu tak się zachowałem? Czemu powtarzam te same schematy? Czemu przyciągam podobnych partnerów? Dużo zależy od tego z jakiej przestrzeni pochodzą nasze pytania.

Pandemia przyniosła nam wszystkim przyspieszony kurs dojrzewania. Na pewnym poziomie wszyscy zostaliśmy zmuszeni do ‘medytacji’, zamknięci w domach, z których tak łatwo się czasem ucieka w pracę. Ta bezprecedensowa sytuacja spotkała nas z wieloma naszymi lękami, z prawdą, której być może nie chcieliśmy widzieć: o naszej relacji, o relacjach rodzinnych, ale przede wszystkim o nas samych. Nie jest to łatwy czas, ale mimo tego, a może właśnie dlatego jest to doskonały czas na zmianę: korektę kursu dla nas indywidualnie, a dzięki temu globalnie. Kim jestem? Czy lubię moje życie? Jak tak naprawdę chcę żyć jeśli uwierzyłbym, że jest to możliwe? Czy żyję dla siebie czy dla norm społeczno-moralnych, jakie mi wpojono? Czy umiem dobyć odwagi i dokonać zmian?

Dzięki medytacji ‘pandemia’ jest dla mnie bardzo dobrym czasem. Pomogła mi utulić głebokie warstwy trudnych emocji jakie na początku czułam i sięgnąć do nieznanych mi dotąd, jeszcze większych zasobów wewnętrznego zaufania, wdzięczności i radości. Zapragnęłam się tym podzielić z innymi, mając świadomość jakim darem może być dla nas wszystkich ten czas jeśli tylko damy sobie trochę czasu:-)

Prawdziwa sztuka i najlepsza zabawa zaczyna się wówczas gdy nasze życie staje się medytacją. Aby nasza świadomość chciała nam ukazać wszystkie aspekty siebie potrzebujemy na nią spojrzeć z łagodnością, bez oceny, za to z dziecięcą ciekawością.